Dzisiaj jest: 30 Styczeń 2023        Imieniny: Martyna, Maciej, Marcin
Wołyńskie historie. Ludwik Tchórz.

Wołyńskie historie. Ludwik Tchórz.

W Stefanówce żył m.in. Ludwik Tchórz, syn Franciszka i Rozalii (z domu Kicka) oraz Eugeniusz Tchórz, syn Ludwika Tchórza (urodzonego 2 lutego 1901 roku) i Józefy Tchórz (urodzonej 10 maja…

Readmore..

Szlakiem krzyży wołyńskich - OŻGOWO KOLONIA

Szlakiem krzyży wołyńskich - OŻGOWO KOLONIA

Przed samą wojną w Ożgowym, poświęcono plac pod budowę kościoła, kolonia szybko się rozwijała. Liczono również na ogromne złoża bazaltu, zalegające tuż pod powierzchnią ziemi, na wzór Janowej Doliny. Polska…

Readmore..

Powstanie Styczniowe 1863  -trzeba pójść krok dalej

Powstanie Styczniowe 1863 -trzeba pójść krok dalej

/ PS - Bóg Ojciec Stań się - mal Wyspiański - Wikipedia Niniejszy artykuł został przygotowany przez największy w Polsce katalog wiedzy o Powstańcach Styczniowych. Zespół pracujący społecznie przy powstawaniu…

Readmore..

160. rocznica wybuchu  Powstania Styczniowego

160. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego

/ Bój, grafika Artura Grottgera z cyklu Lithuania „Powstanie Styczniowe 1863-1864”. W 2023 roku obchodzimy 160. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, największego i najdłużej trwającego powstania narodowowyzwoleńczego skierowanego przeciwko rosyjskiemu zaborcy,…

Readmore..

Moja rozmowa z księdzem kanonikiem Józefem Grażulem, proboszczem  seniorem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Pasymiu, na temat  wileńskich losów rodzinnych  i zesłania do Kazachstanu.

Moja rozmowa z księdzem kanonikiem Józefem Grażulem, proboszczem seniorem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Pasymiu, na temat wileńskich losów rodzinnych i zesłania do Kazachstanu.

/ Ks. Józef Grażul, fot. ze zbiorów ks. J. Grażula Rozmowa Tomasza Kiejdy z księdzem kanonikiem Józefem Grażulem, proboszczem seniorem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Pasymiu, na temat wileńskich…

Readmore..

Prezydenci Polski i Ukrainy na Cmentarzu Orląt Lwowskich

Prezydenci Polski i Ukrainy na Cmentarzu Orląt Lwowskich

We Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim Prezydenci Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski oddali wspólnie hołd Orlętom Lwowskim. Uczcili też pamięć obrońców Ukrainy poległych w wojnie z Rosją. Za poniższą wypowiedź, wypowiedź…

Readmore..

POLSKA DROGA DO  NIEPODLEGŁOŚCI  Z BOHATERESTWEM  ORLĄT LWOWSKICH

POLSKA DROGA DO NIEPODLEGŁOŚCI Z BOHATERESTWEM ORLĄT LWOWSKICH

11 listopada 1918 roku po 123 latach niewoli rozbiorowej Rzeczpospolita Polska odzyskała należne jej miejsce w Europie jako niepodległe i suwerenne państwo i w tym Dniu odzyskała niepodległość. Droga do…

Readmore..

W ten sposób przeprowadzić OPRÓŻNIENIE TYCH PROWINCJI  Z POLSKOŚCI

W ten sposób przeprowadzić OPRÓŻNIENIE TYCH PROWINCJI Z POLSKOŚCI

Dziwne, umknęło uwadze Piotra Zychowicza, iż niedawno Polska obchodziła 100 lecie odzyskania niepodległości, ziemie Rzeczypospolitej, w tym Wołynia, Galicji Wschodniej, Bieszczad i wschodniej Lubelszczyzny zostały zabrane Polsce wskutek międzynarodowego gwałtu…

Readmore..

Rok 2023 to 80. rocznica „Rzezi Wołyńskiej”

Rok 2023 to 80. rocznica „Rzezi Wołyńskiej”

/ Ekshumacja ofiar rzezi wołyńskiej w miejscowości Gaj Źródło: Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0 / Leon Popek 11 lipca jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów…

Readmore..

Bohater narodowy Peru urodził się   na Wołyniu

Bohater narodowy Peru urodził się na Wołyniu

Foto:Ernest MAlinowski. Autor nieznany Ernest Malinowski urodził się 1818 r. w Sewerynach na Wołyniu, w majętnej i szanowanej rodzinie szlacheckiej. Przy chrzcie zapisano mu jeszcze kilka innych imion: Adam Stanisław…

Readmore..

Kalendarz ludobójstwa:  STYCZEŃ

Kalendarz ludobójstwa: STYCZEŃ

 W noc sylwestrową z 31 grudnia na 1 stycznia - 1943 na 1944 rok: We wsi Gozdów pow. Hrubieszów upowcy zamordowali w młynie 3 Polaków. W osadzie fabrycznej Orżew pow.…

Readmore..

Lwowska szopka bożonarodzeniowa z Joe Bidenem i Stepanem Banderą

Lwowska szopka bożonarodzeniowa z Joe Bidenem i Stepanem Banderą

W obwodzie lwowskim zainstalowano niezwykły sklep bożonarodzeniowy. Obok tradycyjnych postaci biblijnych ustawiono obok siebie Joe Bidena i Stepana Banderę.Szopka pojawiła się w Państwowym Historyczno-Kulturalnym Rezerwacie „Naguyevych” w pobliżu Muzeum Literackiego,…

Readmore..

Strach nawet o tym pamiętać

/ Autorstwa Grzegorz Naumowicz - Prywatna kolekcja, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16830715

Halinówka została napadnięta nocą z 28 na 29 marca 1943 r. Na pomoc przyszła samoobrona z Huty Stepańskiej, jednak banderowcy wcześniej się wycofali.  (...) Halinówka była bogata w ludzi bezgranicznie ją kochających. Ich historią obdarzyć by można wiele miejscowości. Związani z tą wsią bohaterowie Wojny Światowej i Polsko-Bolszewickiej, posłowie, zesłańcy Syberyjscy, porucznik Józef Miernik, zamordowany w Katyniu, Ukrainiec Piotr Lebiedziuk, którego los był bardzo tragiczny, rodzina Krzaczkowskich, których w 1943 r. utopiono w studni, ofiary napadu na tę kolonię, mieszkańcy Halinówki, którzy polegli w obronie Huty Stepańskiej i wielu innych. (1)

Witold  Naumowicz:  „.(...)  Bolesław Naumowicz młody nauczyciel w Harajmówce, zakochał się z wzajemnością w Oldze Sahajdakowskiej córce świaszczennika Epifaniego. W 1937 r. wzięli ślub w kościele, ale pozostali przy swojej wierze. Jako nauczyciele zostali przeniesieni do Chołoniewicz, razem z nimi była też jego matka Maria Magdalena. Zamieszkali tam w służbowym mieszkaniu przy szkole. Najpierw urodziła im się córka Natalia, a w grudniu 1941 syn Witold. (...) Z przyjściem Niemców, kierownik niewiele miał pracy w zawodzie nauczycielskim. Szkołę wprawdzie otwarto, ale uczniowie nie przychodzili. Przed Bożym Narodzeniem 1941 r. Bolesław przestał otwierać drzwi szkolne, nikt nawet nie zapukał. Rok następny był biedny, nie mając gospodarki żyli w niedostatku. Kończąca się zima 1942 roku i nadchodząca wiosna nie zapowiadała niczego dobrego. Z Galicji przyszli prowodyrzy ruchu nacjonalistycznego, rozpoczęli antypolską agitację. Nie mieli wielkiego posłuchu pomiędzy ukraińskimi gospodarzami, znaleźli go jednak pomiędzy biedotą wiejską.  W niedzielę 28 marca (1943 r. -S.B), Mszę Świętą przerwało wejście do kaplicy dwóch umundurowanych i uzbrojonych banderowców. Rozglądali się po ludziach, kogoś szukali, ale widocznie go nie było. Wtedy zabrali pod ręce Werpychowskiego z Borszczowej i ślad po nim zaginą, nikt z przestraszonych nie staną w jego obronie. Mężczyzn w kaplicy prawie nie było, sąsiadki Ukrainki już kilka dni wcześniej ostrzegały przed „strilcami”, co mają „przejść przez Chołoniewicze”. Nocą zaatakowali Halinówkę, najpierw strzelali z karabinów, a potem podpalili północną część kolonii. Naumowicze w blasku łuny pożaru z przerażeniem obserwowali wydarzenia, wśród domów widać było biegające postacie i co raz słychać było strzały. Sami czekali, co zrobią z nimi banderowcy, mieli nadzieję, że dadzą im spokój i zapomną o Ich istnieniu. Przed samym świtem strzały ucichły, domy się dopalały, słychać było jedynie wycie psów i ryki krów. Wtedy przybyli wozami z odsieczą Polacy z Huty Stepańskiej, ale o poranku się wycofali.  Kiedy ucichło i nikogo nie było widać, Bolesław ukradkiem poszedł po mleko dla małego syna Witolda. Trzeba było iść do wsi, bo szkoła była poza wsią pomiędzy Chołoniewiczami, a Halinówką. Wracając zobaczył idących 10 banderowców, schował się na czyimś strychu razem z inną napotkaną Polką. Razem obserwowali drogę, za chwilę zobaczył z przerażeniem, że Jego żonę prowadzą ci właśnie banderowcy. Mimo ostrzeżeń i próśb kobiety, zszedł na dół i poszedł naprzeciw, znał ich, żył pomiędzy nimi. Wtedy zabrali Go i poprowadzili, a żonę odpędzili precz, nie reagując na jej lament i błagania. Nie odważyli się zrobić jej krzywdy, wiedzieli, że to siostrzenica świaszczennika Witalija Sahajdakowskiego z Harajmówki, który wprawdzie uciekł z rodziną do Chełma przed Sowietami w 1939 r., ale miał tu wielki autorytet i wpływy. Złapanie Naumowicza był częścią większego polowania w całej okolicy. Banderowcy wyłapywali pozostałych przy życiu, po nocnym pogromie, Polaków. Zabrali też dr Romualda Sehena mieszkającego w majątku Kerna i jeszcze 13 innych osób. Wszystkich poprowadzili za Chołoniewicze do stodoły Tadeusza Rokity w Halinówce, tam zostali rozstrzelani, a stodołę podpalili. Strudzeni całonocną akcją banderowcy udali się na zasłużony poczęstunek i odpoczynek. (...) Przez tydzień Olga bała się iść na miejsce zbrodni. Po tym czasie uprosiła sąsiadkę Ukrainkę, Babcię Sołohubichę, krawcową, zaprzęgli jej konia i pojechali na pogorzelisko. Sołhubicha miała poprzez koneksje rodzinne ważną pozycję we wsi, nie musiała obawiać się nikogo. Paląc zwinięte liście tytoniu, pomagała ludziom ile mogła. Olga gołymi rękami dokopała się do zwęglonych ciał. Zabrali Bolesława i Sehena i powieźli na cmentarz. Zastraszeni mieszkańcy Chołoniewicz obserwowali ten przejazd nie wychodząc ze swoich chat, słychać było jedynie płacz kobiet.  Żeby ratować swoje dzieci, Olga porozumiała się z jednym banderowcem, takim samym jak ci co mordowali Jej męża, w zamian za wywiezienie do Ołyki oddała mu wszystko co miała w mieszkaniu. Po dwóch tygodniach jednak wróciła po mamę zamordowanego męża, Marię Magdalenę, która w żaden sposób nie chciała opuścić Chołoniewicz, żeby być przy grobie syna. Kiedy przybyła, Ukrainki powiedziały Jej, że teściowa jest utopiona w studni koło majątku Kerna razem z Trusiewiczami, Jadwigą i Marianem oraz ich dziećmi, Barbarą, Lucyną i Zbigniewem. Jadwiga był chrzestną matką Witolda. Olga już tylko walczyła o bezpieczeństwo dzieci, co nie było łatwe, banderowcy żyli pomiędzy nimi. Ludzie wielokrotnie ostrzegali Ją przed głoszeniem prawdy, mówili milcz, bo dzieci Ci potrują. Wystarała się o prawosławną metrykę dla Witolda, zmieniła mu imię na Jewgenij. Witold nie wiedział kim jest, ani kim był jego ojciec, czuł ciągle wewnętrzną potrzebę odszukania swoich korzeni, aż w 1953 roku, matka opowiedziała mu o Ojcu i zakazała o tym mówić, zrozumiał to natychmiast. (...) 

Do 1961 roku żyli przy świaszczenniku Milekiju Sahajdakowskim który był synem świaszczennika Aleksandra z Bereznego, a kuzynem Olgi. Kiedy Witold pochował Milekija, obudził się w nim duch ojca. Od tego czasu jeździł nie przerwanie, kilka razy w roku, do Chołoniewicz na cmentarz.  Przyjeżdżał składał kwiaty i odjeżdżał, do wsi bał się zachodzić, żyli jeszcze mordercy. W latach 70-tych postawił krzyż, a w 1988 nagrobek na wspólnym grobie Ojca i Sehena.  Za wolnej Ukrainy, (...)  uzyskał zgodę na postawienie krzyża w pobliżu „Studni Śmierci”. W 2017 roku wyremontował kaplicę cmentarną właściciela Chołoniewicz, Henryka Srzedzińskiego. (...) Niestety   (...)zmarł w szpitalu po tragicznym wypadku samochodowym w 2018 r.( 2)

 Włodzimierz  Łebediuk: «W miejscu gdzie był nasz dom, teraz sieją pszenicę. Jak bym wyszedł za Chołoniewicze i patrzył przed siebie, to widać i pole i las. Znajdowała się tam kolonia Halinówka. Matka moja Zinida – była Czeszką, ojciec – Ukrainiec. Po sąsiedzku mieszkali Polacy – Wesoły (brat mojej mamy), często odwiedzaliśmy się. Nasza chatka stała na skraju lasu. Pewnego dnia, doskonale pamiętam, że było to latem, słońce wschodziło, matka strasznie zaczęła krzyczeć – „Banderowcy idą!” Uciekliśmy do lasu. Banderowcy bali się nas gonić, wiedząc, że niektórzy mężczyźni mają broń i w każdej chwili mogliby dać odsiecz. Naszą wioskę spalili. Przeprowadziliśmy się do Chołoniewicz, tam ojca rodzina miała pusty dom. Banderowcy uczyli swoich sympatyków strzelać. Organizowane były nawet kursy. Głównym nauczycielem był Ostap Łebediuk. Ojca mego też zmuszali do szkolenia – odmówił. Został za to zamordowany. Dobrze pamiętam rozpacz matki po tym, jak dowiedziała się, że ojciec nie żyje. Wyrok banderowskiego sądu brzmiał – „zamordować”, a sędzią była nacjonalistka o przezwisku „Smolicha”. Kiedy furmanką przejeżdżała przez wieś, matka biegła za nią i lamentowała: „Powiedz gdzie jest mój Pietro”. „Szukaj go na Hadesach”- usłyszała. Za wsią było urwisko, matka biegła tam i zauważyła kobietę kopiącą ziemniaki – „Nie widziałaś mojego Pietra?” – „Leży w rowie”. Wypłakała się biedna nad nim i wróciła na wioskę. Trzeba było organizować pogrzeb. Stryjek Michajło, siostry ojca mąż, zaprzągł konia (ja byłem z nim i wszystko widziałem na własne oczy). Ojciec leżał twarzą do ziemi, a ręce z tyłu były omotane drutem kolczastym. W mojej głowie krew się zagotowała, jak zobaczyłem ten widok. Zawinęliśmy go w koc i pochowaliśmy. Pamiętam straszną biedę i nędzę, a nas było czworo. Najstarsza Maria miała wtedy może 12 albo 14 lat. O rok młodsza Zosia, potem ja i najmłodszy Wasyluk – nie więcej jak trzy, cztery latka. Tak minęła kolejna jesień i zima, pełna niepokoju, strachu. Niekiedy coś stuknie, puknie na podwórku, a mama cała w nerwach przy oknie – to po mnie przyszli. Ten strach był wszechobecny, żyliśmy w ciągłym stresie. Pod koniec zimy tragedia nie obeszła stroną naszego domu. Był wieczór, paliło się w piecu. Znienacka ktoś zaczął głośno walić po oknach – „Dzieci to za mną” płakała mama i miotała się z kąta w kąt, szukając miejsca na schowek, a nieproszeni goście wyłamywali drzwi. – „Och dzieci moje biedne, będzie nam to co z ojcem”. Nie było możliwości ucieczki. Banda w chacie, było czterech mężczyzn. Pamiętam, że jednego wołali „Gróć”, a drugiego „Mycia”. Jeden stał z automatem z okrągłym dyskiem, drugi przy nim trzymał karabin z bagnetem. Odróżniałem broń i wiedziałem, że bagnet był niemiecki, bo szeroki. Bandyta uderzył matkę w piersi, upadła i krzyknęła: „Dzieci, uciekajcie!” Maria wyrwała do drzwi, ja za nią. Za próg nie zdążyłem wybiec, złapał mnie bandyta i dostałem czymś ciężkim w głowę. Wpadłem w noc, a kiedy ocknąłem się, nie cieszyłem się, że żyję. Bolało całe ciało, krzyknąłem. Od tego krzyku, bólu, strachu, rozrywało piersi, nie chciało się żyć. Matka leżała pośrodku chaty na lepkiej, czerwonej od krwi podłodze. Całe ciało było pokłute bagnetem. Wydawało się, że jej ciało gwoździami poprzybijano do podłogi. Obok niej martwa Zosia. Miała połamane, zmasakrowane ręce, może chciała obronić matkę, a bandyci nie pozwolili jej tego uczynić. To, co było rękoma wyglądało jak dwa polana obciągnięte skórą. Pomyślałem, ze to koniec świata. Życie w chacie wygasło i stało się prawdziwym piekłem. Ostatni raz spojrzałem na matkę i wydawało się, że na jej wymęczonej twarzy zostało to, co chciała powiedzieć w ostatniej chwili: „Jak to synku, prosiłam, abyś uciekał”. Zerwałem się na nogi, zachwiało moim ciałem. Chciałem biec od tego strasznego miejsca, wszystko jedno gdzie i usłyszałem płacz najmłodszego Wasyla. „Braciszku kochany, ty żyjesz”- podleciałem do małego. Leżał omotany kocem, tak jak wieczorem matka go ułożyła. Wziąłem go na ręce, odwinąłem koc, a z niego wylała się krew. Okazało się, że i jego dźgnęli bagnetem. Przedziurawili mu gardło. Mały krwawi, a ja nie wiem jak mu pomóc. Pobiegłem do sąsiadki, zwali ją Wiroczką (do tej pory mieszka w Chołoniewiczach) – „Weźcie Wasylka” prosiłem ją – „Bo naszych wszystkich zamordowali”. Wiroczka posłuchała i przyszła. Dzieci ona miała w podobnym wieku co ja. Do nich wcześniej też przychodziliśmy chować się od bandytów. Wzięła małego Wasyla, obmyła, do rany na gardle coś przyłożyła, a ten płacze – jeść prosi. No to Wiroczka zupy podstawiła i jego karmiła łyżeczką, a ona przez dziurkę w gardle wylewa się. Pożył mój braciszek niedługo. Poszedłem po wsi rodziny szukać, znalazłem ciotkę. Karmiła mnie przez parę miesięcy, ale dłużej nie mogła. Potem byłem u wujka Iwana – rodzonego brata ojca. Ten swoich miał dziewięcioro albo dziesięcioro dzieciaków, ale też łyżkę dostałem. Rosły wujkowe dzieci, a ja z nimi. One poszły do szkoły, ja też. Dyrektor szkoły, kiedy się dowiedział, że jestem sierotą, przytulił mnie mocno jak kiedyś ojciec i powiedział: „Najstraszniejsze to ty synku przeżyłeś, teraz nie zginiesz”. Pozmieniał moje dokumenty i zapisał, że jestem w 1940 roku urodzony, po to, abym jak najdłużej pomoc dla sierot mógł otrzymywać. Jak jego losy potoczyły się – nie wiem, ale bardzo bym chciał spotkać się z nim, ukłonić się nisko, podziękować za to niewielkie kłamstwo, które uczynił dla mojego kawałka chleba. Dorastaliśmy w te powojenne lata szybko. A mnie wstyd ogarniał – chłopcy, moi rówieśnicy, z ojcami w pole do pomocy jeździli, a ja ciągle do szkoły. Poszedłem więc do miasteczka Kiwierce, znalazłem komendanta wojskowego i prosiłem o przyjęcie mnie do wojska. Opowiedziałem o swoim losie, prosiłem, aby komisja ustaliła, ile tak naprawdę mam lat. Major do którego mnie skierowano już nie był młodym człowiekiem. Wysłuchał mnie, podszedł do okna, odwrócił się, a ja widziałem, jak drżą mu plecy. Domyśliłem się, że on płacze. Może za moim, a może za swoim, a może nad naszymi losami. Stałem w milczeniu i też cichutko płakałem. Po tym spotkaniu dojrzałem, komisja ustaliła, że jestem z 1936 roku, wkrótce zostałem żołnierzem awiatorem. Nigdy nie zapomniałem tych wydarzeń. Przed oczyma skręcone drutem kolczastym ręce ojca i pokłuta bagnetem twarz matki. Wyobraziłem sobie ich młodymi ludźmi. Jestem pewien, że z setki zdjęć na pewno poznałbym ich. O starszej siostrze opowiem. Kiedy przyszła Wiroczka po Wasylka, zobaczyła, że nie ma jej w chacie wśród zabitych. „Szukaj Marię” – powiedziała – „Być może ona u kogoś ze swojaków schowała się”. Ucieszyłem się, że nie zostałem sam na świecie. Szukałem, lecz do swojaków nie doszedłem. Jakieś czterysta metrów od naszego dworu leżała zabita. (3)

Źródła:
1)  Janusz Horoszkiewicz:  «Halinówka gmina Silno»      https://monitorwolynski.com/pl/news/2505-21224#
2) Janusz Horoszkiewicz: «  Chołoniewicze - doły śmierci”       http://isakowicz.pl/choloniewicze-studnia-smierci/      
3) Włodzimierz  Łebediuk : « Strach nawet o tym pamiętać»      Za: https://wolyn.org/index.php/informacje/1581-strach-nawet-o-tym-pamietac